|
|

W Walencji bez niespodzianki
Smutna
inauguracja rozgrywek Euroligi. Koszykarki Lotosu PKO BP Gdynia nie
miały nic do powiedzenia w wyjazdowym meczu z Ros Casares Walencja i
przegrały 51:93. Co prawda hiszpańska drużyna należy do faworytów całej
Euroligi, ale tak druzgocącej porażki nikt się nie spodziewał.
Gdyniankom w tym meczu nie wychodziło praktycznie nic, a ilość
popełnionych strat mogłaby wystarczeć spokojnie na cztery mecze.
Czytaj dalejò
reklama
Lotos PKO BP Gdynia rozpoczął ten mecz piątką: Paulina Pawlak, Alana
Beard, Katia Snytsina, Magdalena Leciejewska i Ivana Matovic. Wyrównana
walka trwała tylko przez 5 minut pierwszej kwarty. Od stanu 9:6 dla Ros
Casares gospodynie sukcesywnie zaczęły powiększać przewagę.
Wicemistrzynie Polski były zupełnie bezradne, popełniały szkolne błędy i
często traciły piłkę, albo dając ją sobie zabrać, albo podając
niecelnie. W pierwszej kwarcie popełniły aż 10 strat! W efekcie pierwsza
odsłona 23:14 dla Ros Casares, choć mogło być jeszcze gorzej, gdyby nie
celny rzut za 3 punkty Natalii Marchanki tuż przed końcem.
Druga kwarta zaczęła się od "trójek" Katii Snytsiny i Marchanki i
zrobiło się tylko 23:20 dla gospodyń. Jak się okazało były to miłe złego
początki. Pod koszem gdynianek szalała Brazylijka de Souza Machado, nie
do zatrzymania była też Amaya Valdemoro, która z dziecinną łatwością
zabierała gdyniankom piłkę i kończyła akcje celnymi rzutami. Podopieczne
Jacka Winnickiego grały jakby sparaliżowane, brakowało pomysłu na
rozegranie akcji, szwankowało zastawianie na desce i w efekcie rywalki
zbierały piłkę z atakowanej tablicy. Liczba strat w tej kwarcie - 11 -
mówi sama za siebie.
W kolejnych kwartach obraz gry nie uległ zmianie. Gospodynie
systematycznie powiększały przewagę, grając widowiskowo i szybko w
ataku, natomiast agresywną obroną wymuszały straty. Po 30 minutach
wygrywały różnicą 30 punktów (67:37) a w ostatniej odsłonie jeszcze tą
przewagę powiększyły. Inauguracja rozgrywek zatem nieudana w wykonaniu
Lotosu PKO BP Gdynia. Trzeba szybko wyciągnąć wnioski, bo już w
następnej kolejce do Gdyni przyjeżdża drugi faworyt UMMC Ekaterinburg.
W meczu z Ros Casares Walencja ciężko było zauważyć coś pozytywnego w
grze gdynianek. 37 strat na tym poziomie to rzecz, która nie ma prawa
się zdarzyć. Gdynianki wyraźnie przegrały też walkę na deskach, ale
symptomatyczny jest fakt, że koszykarki z Walencji zupełnie zdominowały
atakowaną przez siebie tablicę - 24 zbiórki w ataku wystawiają gdyńskiej
defensywie dość marne świadectwo. Brak agresji, brak zastawiania - bez
tego nie da się podjąć wyrównanej walki z tak renomowanym i silnym
rywalem. Gdyńskie środkowe, które miały stanowić o sile podkoszowej
zespołu zagrały bardzo słabo. Ivana Matovic zdobyła co prawda 15
punktów, ale tylko 3 zbiórki to zdecydowanie poniżej oczekiwań i jej
możliwości. Jennifer Fleischer zebrała co prawda 6 piłek, ale wszystkie
w obronie. Pożytek w ataku był z niej żaden. Formę zgubiła Magdalena
Leciejewska. Jedyną zawodniczką, u której widać było chęć do walki pod
tablicami była Emilija Podrug, szkoda tylko, że miała tak słabo
ustawiony celownik.
Gdynianki zapomniały też o tym, że koszykówka to gra zespołowa. Świadczy
o tym liczba asyst - tylko 6 w całym meczu (2 po dwóch kwartach).
Walencja obnażyła wszystkie braki Lotosu PKO BP Gdynia. Teraz trzeba
szybko podnieść się po tej klęsce i zrehabilitować się w meczu z
Ekaterinburgiem.
Ros Casares Walencja - Lotos PKO BP Gdynia 93:51 (23:14, 21:11, 23:12,
26:14)
Lotos PKO BP: Matovic 15, Beard 11, Marchanka 9, Snytsina 8, Maslowski
5, Podrug 3, Leciejewska 0, Pawlak 0, Tomiałowicz 0, Fleischer 0.
Jakub Jakubowski
Źródło: PLKK
Więcej wiadomości Sportowych
>>> |
 |