|
|

Debata na temat edukacji
12
listopada br. odbył się w Pałacu Prezydenckim trzeci, ostatni etap
spotkań okrągłego stołu do spraw edukacji, na którym obecni byli:
Jolanta Fedak - Minister Pracy i Polityki Społecznej,
Marek Bucior - Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Pracy i Polityki
Społecznej,
Krzysztof Stanowski - Podsekretarz Stanu w Ministerstwie Edukacji
Narodowej,
Andrzej Smirnow - Przewodniczący Sejmowej Komisji Edukacji, Nauki i
Młodzieży,
Witold Gintowt - Dziewałtowski - Wiceprzewodniczący Sejmowej Komisji
Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej,
Krystyna Łybacka - Klub Poselski Lewica,
Sławomir Kłosowski - Klub Parlamentarny Prawo i Sprawiedliwość,
Marek Olszewski - Wiceprzewodniczący Związku Gmin Wiejskich RP,
Sławomir Broniarz - Przewodniczący Związku Nauczycielstwa Polskiego;
Stefan Kubowicz - Przewodniczący NSZZ Solidarność - Sekretariat Nauki i
Oświaty,
Sławomir Wittkowicz - Forum Związków Zawodowych - Przewodniczący Branży
Nauki Oświaty i Kultury,
Wojciech Starzyński - Społeczne Towarzystwo Oświatowe,
Tomasz Elbanowski - Akcja "Ratuj maluchy".
Czytaj dalejò
reklama
Spotkanie dzisiejsze dotyczyło sprawozdania z prac rozpoczętych 23
października br. i kontynuowanych w grupach eksperckich w dniach 27 i 29
października br. w Belwederze.
Prof. Ryszard Legutko, Sekretarz Stanu w Kancelarii Prezydenta RP
podsumował prace okrągłego stołu do spraw edukacji przedstawiając wynik
prac ekspertów w następujących zagadnieniach:
- zmiany zasad dotyczących wynagrodzeń i pensum
- zmian dotyczących sfery ubezpieczeń społecznych
- zmiany zakresu obowiązku szkolnego
- reformy kompetencyjnej w zakresie nadzoru pedagogicznego
- podstawy programowej w nauczaniu ogólnym
- przeciwdziałania powstawaniu patologii w szkole
Przedstawiciele stron wygłosili opinie odnoszące się do dotychczasowego
przebiegu debaty. Prezydent RP Lech Kaczyński zabrał głos na zakończenie
prac okrągłego stołu do spraw edukacji. Prezydent powiedział m.in.:
„Szanowni Państwo, bardzo się cieszę, że ta seria spotkań się odbyła.
Jakie są podstawy moich przekonań w sprawach dotyczących edukacji? Takim
fundamentalnym jest to, że edukacja jest jedną z wartości, która ma
charakter egalitaryzujący. Ludzie się rodzą w różnych rodzinach, mają
zupełnie inne warunki socjalizacji, czyli wychowania. Mogą w rodzinie
odebrać edukację na poziomie w bardzo wysokim albo bardzo niskim i jest
to od niej niezależne. Zadaniem państwa -przy czym dla mnie samorząd -
to również państwo, w związku z dwoma wartościami elementarnymi:
solidarnością i sprawiedliwością jest to, żeby owe różnice w miarę
możności wyrównać. W miarę możności, bo musimy sobie zdawać z tego
sprawę, że tego w stu procentach wyrównać się nie da. Edukacja to
system, który oczywiście jest związany z rodzinami, ich uprawnieniami,
ale przede wszystkim jest związany z tymi, którzy są edukowani.
Oczywiście na poziomie podstawowym, a nawet średnim dziecko a później
już młody człowiek - nie dziecko, ale jeszcze nie osoba dorosła -podlega
w tym czy innym zakresie władzy rodzicielskiej i to oczywiście
uwzględniam. Natomiast nie wychodzę z założenia, że tutaj swoboda wyboru
rodziców jest wartością jedyną i elementarną. Po drugie Polska wymaga
nie tylko wyrównywania szans między poszczególnymi młodymi ludźmi, ale
także potrzebuje ludzi najlepiej wykształconych. Ja nie lubię powtarzać
sloganów o gospodarce opartej o wiedzę i tak dalej, i tak dalej. Słyszę
to bardzo często od Brukseli po Warszawę i inne miejscowości. Ale jest
prawdą, że przeciętny poziom wykształcenia, wiedzy obywateli, ma
zasadnicze znaczenie dla powodzenia danego kraju. A więc dla powodzenia
także jego obywateli. A więc z jednej strony wyrównywanie szans, a do
tego trzeba też wyrównywać poziom szkół tylko i wyłącznie w górę. Nie ma
szkoły o za wysokim poziomie, są jedynie szkoły o poziomie za niskim. A
do tego potrzebne są narzędzia kontroli zewnętrznej i tu, przepraszam
bardzo, samorząd tego nie jest w stanie spełnić. To musi pozostać w ręku
państwa. Stąd też jestem zdecydowanym zwolennikiem bardzo silnego
nadzoru rządowego, a użyłem tutaj zgodnie z tym, co państwo mówili
terminologii państwo-samorząd, a nie rząd-samorząd. Jestem
przeciwnikiem, zdecydowanym przeciwnikiem osłabiania władzy kuratorów.
Czy oni powinni być w ramach administracji zespolonej, czy wydzielonej
to jest sprawa do dyskusji. Dla mnie jest to niewątpliwie dyskusyjne,
ale można by było też postawić na administrację wydzieloną. Kolejną
sprawą jest sprawa kanonu wykształcenia. To nie jest to samo, co jego
poziom. Odrębną sprawą jest to, na jakim poziomie uczymy, a odrębną,
czego uczymy. Tutaj jestem przede wszystkim zainteresowany pewną
homogenicznością kanonu dotyczącego nauk społecznych i humanistycznych.
Trudno uczyć dwóch matematyk. Na pewno można jej uczyć w różny sposób,
ale matematyka w zasadzie jest jedna. To samo dotyczy fizyki. Oczywiście
można wyznawać szkolę duńską, całkowicie subiektywną, jeżeli chodzi o
rzeczywistość, którą pozornie jedynie widzimy, a która istnieje jedynie
jako projekcja tego, czym sami jesteśmy, Można uznać, że rzeczywistość
jest obiektywna, ale myślę, że na poziomie szkoły średniej tego rodzaju
problemy jeszcze nie będą stawały. Więc idzie tutaj przede wszystkim o
kanon humanistyczny. Jestem głęboko zainteresowany tym, żeby był on,
powtarzam, w miarę homogeniczny. Wszystko jedno, czy mamy okolice
Szczecina, czy Ustrzyk Górnych, ponieważ wyznaję zasadę jednego
społeczeństwa i jednego narodu. Pod tym względem działo się w Polsce w
ostatnich kilkunastu latach wiele rzeczy złych. Tutaj, także ze względu
na różne podręczniki i ze względu na źle rozumianą wartość, jaką jest
wolność, ale tym razem wolność ze strony nauczyciela, wprowadzono
nadmierne zróżnicowanie. Tak, nauczyciel zawsze wkłada swoją osobowość w
to, czego uczy i zawsze będą nauczyciele lepsi i gorsi. Nauczyciel dobry
to pewien rodzaj wyjątkowego talentu, ale nie można w imię tego, że
uczenie jest w istocie kreacją, prawie że działalnością artystyczną, w
jakimś zakresie na pewno nią jest, przyjąć, że nauczyciel ma całkowitą
swobodę co do tego, czego uczy, w jakim kierunku uczy. Chodzi o
elementarne wartości. To musi być podobne do siebie w skali całego
kraju. To się oczywiście łączy też z relacją między samorządem a rządem
w tym zakresie. Ja dawno już akceptowałem fakt, że samorządy prowadzą
szkołę, choć akurat miałem na ten temat opinię taką nie do końca
utrwaloną. Sprawdziło się, w porządku, tak jest, niech tak pozostanie,
ale to nie może wykluczać władzy ministra edukacji, który musi mieć
narzędzia tej władzy i nie tylko w postaci podstawy programowej. Dalej,
jeżeli idzie o edukację dzieci małych. To się wiąże z problemem
przedszkoli, to z kolei się wiąże z problemem równouprawnienia kobiet, w
istocie tak to należy określić, jeżeli chodzi o pracę. To jest problem
żłobków, tutaj ja jestem trochę sceptyczny, uważam, że takie małe dzieci
to jednak lepiej jak są wychowane w domu, ale jeżeli chodzi o
przedszkola to bez wątpienia jest to problem. Tutaj mamy bardzo wiele
sprzeczności. Pan przewodniczący był łaskaw powiedzieć, że w połowie
gmin wiejskich w Polsce nie ma przedszkoli. Tak, to prawda i to jest
stan rzeczy, który trzeba zmienić. Nie mówić, że tak jest. Ponieważ nie
jest to cel nie do osiągnięcia. We wszystkich gminach w Polsce powinny
być przedszkola. I to na tej zasadzie, żeby obowiązek przedszkolny, tak
to nazwijmy, pięciolatków, którego jestem zwolennikiem, nie wyłączał
możliwości przyjmowania do przedszkoli młodszych dzieci, czyli od trzech
do pięciu lat. To wymaga pewnego wysiłku finansowego, ja sobie zdaję
sprawę z rzeczywistości gospodarczej w naszym kraju, która jest dobra,
ale w tej chwili zbiera się trochę chmur. Na razie one się nie zbierają
w ten sposób, żeby nam groziła stagnacja, najwyżej pewne spowolnienie,
które zresztą nastąpiło już przed światowym kryzysem, żeby było jasne,
ale to nie oznacza, że tego problemu nie da się rozwiązać. Polska się
jednak bogaci. Ten problem musi być rozwiązany. Natomiast, jeżeli chodzi
o sześciolatków to ja mam tutaj pewną wątpliwość. Pan minister w
przemówieniu, w którym scharakteryzował ustawę w ten sposób, że gdyby
ona tak brzmiała, to ja bym ją pewnie akceptował, stwierdził, że to jest
prawo wyboru rodziców. Wysyłam do szkoły bądź nie. Ja myślę, że początek
edukacji szkolnej powinien jednak być zuniformizowany. Przepraszam,
wypowiadam się tutaj może w sposób niezgodny z poprawnością, ale może to
później spowodować bardzo poważne różnice w punkcie startu. Ja się
zgadzam, że powinien to być wybór rodziców, zasadniczy czy sześciolatka
się wysyła do zerówki w szkole, czy w przedszkolu. Dlaczego? Z bardzo
prostej przyczyny. Dziecko małe w szkole jest kilka godzin, w
przedszkolu jest więcej niż pół dnia, a z punktu widzenia interesów
rodziców, a przede wszystkim matek to ma zasadnicze znaczenie. W
Warszawie dążyliśmy do tego i prawie osiągnęliśmy, żeby ten wybór był
stuprocentowy, żeby wszyscy rodzice mogli tego wyboru dokonać. Natomiast
co do zasady to musimy przejść czy w 2012, czy 2009 na system
rozpoczynania nauki w szkole w wieku lat sześciu, to nie ulega
najmniejszej wątpliwości. Kolejna sprawa, sprawa tego, co zostało przez
pana ministra określone jako szansą dla ratowania małych szkół, a ja nie
kryję, że podzielam tutaj wątpliwości związku solidarność, że to może
być kolejna droga prywatyzacji. Warto przy tej okazji pamiętać, że
szkoły prywatne w Polsce, których przecież nie chcę likwidować, nawet
gdybym miał taką władzę są w olbrzymim stopniu finansowane przez
państwo. Nazwanie ich prywatnymi w tym sensie, że rodzice ponoszą pełne
koszty wykształcenia jest fikcją. To nieprawda. Natomiast, ktoś na tym
zarabia, co u mnie szczególnego entuzjazmu nie budzi. Ze względu na
system wartości, który wyznaję. Ktoś na tym zarabia, ale nie
nauczyciele, żeby było jasne. I tutaj jest to jeden z przepisów ustawy,
który budzi moją zasadniczą wątpliwość. On może w ogóle przesądzić o
tym, jaka będzie moja decyzja. Mój poprzednik, pan prezydent Kwaśniewski
pochodzący przecież z zupełnie innej opcji, skutecznie dwadzieścia trzy
razy w okresie kohabitacji korzystał z prawa veta. I raz nieskutecznie,
dwadzieścia trzy do jednego. I nikt z tego nie robił szczególnego
konstytucyjnego problemu czy dramatu. Tak po prostu w tej chwili wygląda
polski ustrój. Przejdźmy do problematyki związanej z pomostówkami dla
nauczycieli. Ja się generalnie zgadzam, pani minister, z tym, że w
Polsce ludzie w ogóle, nie tylko nauczyciele, na emeryturę przechodzą
zbyt wcześnie. To jest jasne, że aktywność ludzi w wieku produkcyjnym w
Polsce jest na niskim poziomie, chociaż trzeba powiedzieć, że w okresie
rządów poprzedniej koalicji wzrosła w ciągu dwóch lat z pięćdziesięciu
jeden na pięćdziesiąt siedem. Pięćdziesiąt siedem to też jest zły wynik,
ale już dużo lepszy niż pięćdziesiąt jeden. Nie wiem, ile wynosi w tej
chwili, ale boję się, że niewiele wzrosła przez ostatni rok. Natomiast
to jest jeden problem. Drugi problem to są specyficzne grupy zawodowe.
Nie jest tak, jak powiedziała pani minister, że wygaśnięcie ustawy,
która ma rzeczywiście charakter incydentalny, musi spowodować to, że
także osoby, dla których rząd przewiduje specjalne świadczenia w nowej
ustawie, pozostaną bez nich. To jest sprawa dobrej woli większości
rządowej. Było przedłużenie i prezydenckie i bodajże jednego z klubów
parlamentarnych, znaczy klubu lewicy. A więc jest tylko i wyłącznie
sprawą decyzji większości rządowej czy będziemy mieli kolejną ustawę
incydentalną, bo nikt tutaj nie mówi o ustawie trwałej. Ja w każdym
razie tego rodzaju koncepcji nie poprę. W Polsce istotnie trzeba
podwyższyć wiek i to także w interesie ludzi tych nienajmłodszych, do
których sam należę, ponieważ człowiek w normalnym stanie zdrowia w wieku
lat pięćdziesięciu kilku a często i znacznie więcej nie powinien mieć w
ogóle ochoty na to, żeby przechodzić na emeryturę. Trzeba też sobie
jasno powiedzieć, że przy najlepszym nawet rozwoju naszego państwa,
wziąwszy pod uwagę przedłużanie się ludzkiego życia, o czym pani
minister mówiła i co trzeba raczej uznać za coś bardzo pozytywnego,
państwo nie będzie w stanie utrzymać systemu emerytalnego na choćby w
miarę przyzwoitym poziomie. I tutaj trzeba sobie jasno powiedzieć.
Dłużej żyjemy – musimy dłużej pracować. Całkowicie się z tym zgadzam,
ale i dzisiaj trzeba powiedzieć, że na przykład przywileje dla kobiet są
dla jednych Pań przywilejem, a dla innych obciążeniem. I myślę, że tutaj
trzeba wprowadzić zasadę twardszą niż teraz, że to jest prawo, a nie
obowiązek. Zdaję sobie sprawę, że w Polsce nie ma zakazu zatrudniania
ludzi w starszym wieku, poza niektórymi zawodami. Mamy więc do czynienia
z pewnymi sprzecznościami, ale proszę pamiętać, że jeżeli chodzi o zawód
nauczyciela to dla mnie niezwykle przekonywujące jest to, że nawet
jeżeli podwyższymy nieco płacę, co zresztą w latach 2005-2007 też
następowało, to nie będzie to płaca szczególnie wysoka, szczególnie
atrakcyjna i to jest uwarunkowane olbrzymią ilością ludzi, która musi
pracować w tym zawodzie. To ponad możliwości nawet bardzo zamożnego
kraju. Więc w takim razie czym to można zastąpić? Niezupełnie zgadzam
się z koncepcją, że absolwenci szkół wyższych, myśląc o wcześniejszych
emeryturach, będą podejmowali pracę, bo absolwent szkoły wyższej w wieku
lat dwudziestu pięciu na ogół nie myśli o tym, co będzie, kiedy będzie
miał lat pięćdziesiąt pięć czy sześćdziesiąt, czterdziestka mu się
wydaje wiekiem niezmiernie odległym. Więc nie twórzmy tutaj fikcji, to
dla ludzi dojrzalszych jest argument i to jest argument, który z latami
staje się coraz bardziej ważki. Druga sprawa też z tym związana to jest
sprawa pensum. Otóż wykonujący uczciwie swoje obowiązki nauczyciel nie
pracuje osiemnaście godzin w tygodniu, tylko pracuje nieporównanie więc.
Sprawdzanie prac, czasami przygotowywanie się do zajęć, sprawy związane
z obowiązkami wychowawcy, nauczyciela, który jest wychowawcą konkretnej
klasy. To wszystko zajmuje czas. I tutaj sądzę, że nie różnię się tu
doświadczeniami od pana ministra, wszyscy wiemy, że uczenie nawet
dorosłych ludzi, ja uczyłem dorosłych wyłącznie w życiu na
uniwersytecie, to jest praca, która jest pracą niezwykle trudną,
wyczerpującą, ciężką. Tutaj więc w ogóle o przyjmowaniu zasady, że
nauczyciel ma pracować w sensie ilości lekcji, czterdzieści godzin w
tygodniu nie ma mowy, to jest po prostu niewykonalne. Wtedy trzeba
byłoby ludzi na emeryturę wysyłać nie w wieku lat pięćdziesięciu tylko
znacznie wcześniej. A jest to także jedna z sił przyciągających do
zawodu, poza w praktyce dosyć długimi wakacjami. Stąd mój sceptycyzm
wobec rozwiązań, które pensum zmieniają. I jest sprawa związana z
wyrównywaniem poziomu zajęć dodatkowych. Dla mnie też kluczowa jest
także opiekuńcza funkcja szkoły. Dążyłem do tego, gdy byłem prezydentem
Warszawy, lecz wtedy przepisy mi na to nie pozwalały, a właśnie tutaj
samorządowi powinny one umożliwiać wprowadzenie obowiązku, iż szkoła
jest czynna do godziny osiemnastej. To nie znaczy, że lekcje trwają do
godziny osiemnastej. W dzisiejszym świecie przy zasadzie, zresztą
oczywistej, że matki, żony również pracują, chociaż jeżeli któraś z pań
wybierze inną drogę, to też jest to droga piękna, ale mają do tego
święte prawo, to jest to prostu potrzebne, niezwykle jest potrzebne.
Oczywiście, to wymaga środków, na to stać byłoby dzisiaj Warszawę w
pełni, ale powinny być przynajmniej podstawy prawne do tego, żeby
samorząd mógł w tym zakresie wprowadzić pewne obowiązki.
I w końcu, jeżeli chodzi o problem związany z patologiami. Tutaj wszyscy
państwo się zgadzali ze sobą. Oczywiście, nie dziwię się, że była ogólna
zgoda, chodzi jedynie o metody walki z patologiami. Oczywiście wierzę w
metody pozytywne, w dodatkowe zajęcia, w opiekę nad małymi dziećmi, ale
ja jestem zwolennikiem przekonania, którego jestem dosyć pewny, że
szkoła musi mieć też pewne możliwości restrykcyjne wobec dzieci czy
później młodzieży o skłonnościach nadmiernie agresywnych. To jest cecha,
niektórych osób młodych, a często później przechodzi w wiek dojrzały.
Nie patrzyłbym to z punktu widzenia tych dzieci bądź młodych ludzi,
których spotkają pewne restrykcje, tylko z punktu widzenia ich ofiar, to
jest pierwsza zasada, którą należy tu przyjąć. Nie można przyjąć zasady,
że ktoś jest bity dlatego, bo bijącego nie można zbyt surowo ukarać. To
jest zasada moralnie fatalna. A poza tym dlaczego ci bici mają przeżywać
dzieciństwo czy wczesną młodość w warunkach ciężkiego stresu i cierpień?
W imię interesów tych, którzy biją? Tu zasada zero tolerancji jest
według mnie zasadą jedyną, absolutnie jedyną. Przy czym za tą zasadą
powinny stać odpowiednie możliwości, w tym również i szkoły dla ludzi,
młodych ludzi o wysokim poziomie agresji, które wprowadzałyby pewne
szczególne reguły, długotrwałe zajęcia, ostrej dyscypliny. Byłem tego
zwolennikiem, chciałem to uczynić jako prezydent Warszawy, ale ustawa mi
na to nie zezwalała. Nie jestem zwolennikiem mundurków w szkołach, tak
jak to chciał wprowadzić poprzedni wicepremier minister edukacji. Jestem
zwolennikiem rozsądku, nie czynienia, szczególnie z liceów czy starszych
klas gimnazjalnych, rewii mody, ale z drugiej strony czy mundurek jest
na to najlepszym remedium? Chyba nie. Ale ja jestem za zasadą
odpowiedzialności. Także dzieci. Oczywiście nie mówię o
odpowiedzialności karnej, ale za to, że krzywdzą innych. I to jest
najlepszy środek na walkę z patologiami. Jakie będą losy ustaw, o
których mówimy z punktu widzenia podpisu prezydenckiego jeszcze dzisiaj
bym nie rozstrzygał, ale bardzo dobrze, że są wysocy przedstawiciele
rządu, ponieważ swoją opinię wyraziłem. Chciałbym jeszcze raz podkreślić
– decentralizacja nie jest nadwartością. Decentralizacja po okresie
centralizacji systemu komunistycznego mogła być traktowana jako wartość,
ale to nie oznacza, że ona jest wartością zawsze. To zależy od
okoliczności.
Jeszcze jedna uwaga na koniec. Też uważam, że ten system 6-3-3 się nie
sprawdził. Byłem jego gorącym zwolennikiem, trochę z przywiązania do
przedwojennego systemu jędrzejewiczowskiego. Przed wojną było to
wprawdzie 6-4-2 i siódma klasa dla tych, którzy nie szli dalej. Ale
okazało się, że gimnazjum jako szkoła dla starszych dzieci w bardzo
trudnym wieku, właśnie przechodzących z dzieciństwa do młodości stwarza
nadmierne kłopoty. I to trzeba zmienić, ale też zgadzam się, że nie
można tego czynić jutro, bo nie można zmieniać systemu z godziny na
godzinę, dosłownie co chwilę.”
Źródło: Biuro Prasowe Prezydenta RP
Więcej wiadomości z kraju i ze świata
>>> |
 |