|
|

W Dniu Nauczyciela pleśń na konfiturach
Tegoroczny
Dzień Nauczyciela nie należy do najradośniejszych. Płace odbiegają od
europejskich standardów. Pieniędzy ciągle brakuje. Dochodzą nowe
obowiązki, zadania - często absurdalne. Masa papierkowej roboty odrywa
nauczycieli od pracy z młodzieżą. Mimo tego wykonują swą misję godnie i
z sukcesami. W Dniu Nauczyciela życzymy im wszystkim optymizmu i
wytrwałości – lepsze czasy nadejdą! Póki co dobrze nie jest.
„Oświatowymi konfiturami” objadają się co tłustsze Ryśki…
Czytaj dalejò
reklama
Za trzy miesiące miną dwa lata od dnia, w którym opisaliśmy skandal
pod znamiennym tytułem „Oświatowe konfitury”. Jak do tej pory nikomu
włos z głowy raczej nie spadł, pomimo faktu, że z żebraczego budżetu
oświaty wyparowało do prywatnych kieszeni kilka milionów. Może więc
pora, aby bielscy posłowie upomnieli się o brakującą kasę, chyba że wolą
liczyć ile diabłów zmieści się na zapałczanym łebku…
Konfitury pleśnieją i nie ma o czym gadać – pleśń rozłazi się w
częstochowskiej prokuraturze, która zamiast informować opinię publiczną
o wynikach postępowania, przekonuje, że śledztwo wkroczyło w jakąś tajną
fazę, co najmniej, jakby tu chodziło o handel bronią, a nie publiczne
pieniądze. Ale dajmy na razie spokój prokuratorom, niech wykonują swoją
powinność. Jeśli dalej będą się tak grzebać, to i tak w końcu ktoś ich z
tego rozliczy. Gorzej, że rodzimi posłowie, którzy dzięki wyborcom nie
muszą się martwić kryzysem i nie odliczają dni do pierwszego, jakby
zapomnieli, od czego tak naprawdę są. Jeśli tak, to przypominamy im, że
również od dbania o społeczny interes. A jeśli ktoś nie rozumie, o co
chodzi, to proszę bardzo, oto krótkie przypomnienie:
2 stycznia 2008 roku ujawniliśmy, że ówczesny przewodniczący Rady
Miejskiej Bielska-Białej inkasował co miesiąc z tytułu nadzoru nad byłą
szkołą rzemieślniczą blisko 15 tys. zł brutto. Tak hojnych miesięcy
nadzorowania uzbierało się całkiem sporo, na kwotę blisko 1,5 mln zł.
Pieniądze te pochodziły z dotacji oświatowej, jaką za pośrednictwem
ratusza przekazywało szkole według wyliczenia na jednego ucznia,
ministerstwo oświaty.
Po naszej publikacji przewodniczący stracił funkcję, jednak mandatu nie
złożył. Po kilku miesiącach szkoła rzemieślnicza przestał istnieć, bo
wydawała dotację niezgodnie z przepisami. Po kontroli RIO ujawniono
dodatkowo, że kilka osób w szkole pobierało wynagrodzenia nie będąc w
niej formalnie zatrudnionym. Całość trafiła najpierw do bielskiej
prokuratury, a następnie – gdy okazało się, że w szkole pracowała
również żona jednego z prokuratorów – do prokuratury w Częstochowie
(gdzie tkwi już ładnych kilka miesięcy).
Sama szkoła rzemieślnicza zwróciła też do kasy miejskiej Bielska-Białej
około 1,5 mln zł. Pieniądze jednak przelano z konta, na którym odkładano
(zupełnie bezpodstawnie) nadwyżki dotacji, zamiast je zwracać do budżetu
miasta i dalej państwa. Szkodę zatem naprawiono państwowymi pieniędzmi.
Mimo upływu tylu miesięcy, likwidacji i rozliczenia się szkoły
rzemieślniczej, podatnicy dalej nie wiedzą, ile naprawdę pieniędzy
wydatkowano niezgodnie z przepisami, ile zwrócono, i czy nadal są jakieś
zaległości.
Pytamy więc naszych posłów: co zrobili, żeby wyjaśnić całą sprawę? Jakie
kroki poczynili, by pieniądze wróciły do publicznej kasy? Czy podjęli
działania, żeby zapobiec podobnym sytuacjom w przyszłości?
Czy nie zależy im jako obdarzonych zaufaniem społecznym mandatariuszy na
wyjaśnieniu tej sprawy do końca? Niezależnie od tego, jaką opcję
polityczną reprezentują. Oczywiście główny ciężar spoczywa na śląskim
liderze rządzącej partii, pośle Tomaszu Tomczykiewiczu. A co mają na ten
temat do powiedzenia bielscy posłowie PO: Mirosława Nykiel, Adam Wykręt
czy pan senator Rafał Muchacki? Ale również posłowie opozycji Jacek
Falfus, Stanisław Szwed czy Stanisław Pięta, mogliby wykrzesać z siebie
więcej ikry i dbałości o publiczny pieniądz. Tę sprawę mają przecież
podaną jak na tacy!
Źródło: www.super-nowa.pl
Więcej wiadomości z regionu
>>> |
 |